Włożyłam na siebie staranie wybrane ubrania i wyszłam przed dom. Tam czekał już na mnie samochód, który miał mnie zabrać do szkoły. Coś było nie tak. Przede wszystkim szofer nie wysiadł z auta by otworzyć mi drzwi. Na razie pozwoliłam niezauważenie przejść błędowi. Otworzyłam drzwi pojazdu i cichutko usiadłam na tylnym siedzeniu.
- Witaj ślicznotko! - powitał mnie nieznajomy głos.
- Po pierwsze niewolno ci zwracać się tak do mnie. Jak już to "Dzień dobry, pani!". Jasne? Po drugie, zawsze jak mam wsiąść do samochodu ty otwierasz mi drzwi. Po trzecie, kim jesteś? I po czwarte, gdzie jest mój szofer?!- odpowiedziałam.
Z każdy moim zdaniem on robił się coraz bardziej blady, a ja coraz bardziej wściekła. Po chwili niezręcznej ciszy, odpowiedział:
- Eeeem... więc... jestem twoim nowym "szoferem", jak to nazwałaś. Twój stary szofer niestety zmarł na zawał. Bardzo współczuje.
- Pamiętasz, co powiedziałam - "pani". Jasne? Poza tym drzwi.
Na jego twarzy malowało się nie odparte zdumienie. Z zniecierpliwieniem spojrzałam na zegarek.
- Chyba powinniśmy jechać. Nie chcę się spóźnić już pierwszego dnia.
Bez słowa ruszył i niedługo już mieliśmy za sobą moją rezydencję, a także pobliski las. Oparłam głowę o zimną szybę i bezmyślnie wpatrywałam się w mijane krajobrazy. Wolałam nie myśleć. Z otępienia wyrwał mnie nieśmiały głos.
- Jesteśmy na miejscu.
Bez najmniejszej wskazówki, że dotarło do mnie jakieś jego słowo, wzięłam torebkę i wyszłam na żwirowany dziedziniec. Zerknęłam na samochód i ze zdumieniem zauważyłam, że mój kierowca też wysiada i niespiesznie zamyka auto. Poza tym, że na ramieniu zawiesił plecak oraz ma na sobie zwykłe jeansy i t-shirt. No i jest bardzo przystojny.
- Wiesz, przepraszam za moją poranna odzywkę. Naprawdę nie chciałam, ale... ty chodzisz to mojej szkoły? - bezmyślnie zapytałam.
- Tak. Właśnie dlatego wolałbym, nie mówić do ciebie "pani" oraz nie otwierać przed tobą drzwi, jeśli sama możesz to zrobić.
- Och, to jak najbardziej zrozumiałe. - obdarzyłam go moim najbardziej promiennym uśmiechem. - Więc jesteś nowy?
- Zgadza się. Twoi rodzice zaproponowali mi, że mogę u nich mieszkać, jeśli będę cię woził do szkoły i zajął się ogrodem.
- Więc mieszkasz u mnie ?!
- Tak. Mogę zadać ci pewne pytanie? - posłał mi niewinny uśmiech. Jako, że nie wyraziłam sprzeciwu, zapytał. - Nie zrobiło na tobie żadnego wrażenia, że twój szofer nie żyje?
- Nie, niby dlaczego. Nawet nie pamiętam jego twarzy, ale twoją na pewno zapamiętam. - zatrzepotałam rzęsami i posłałam mu "oczko". Wyraźnie zbity z tropu powiedział tylko:
- No cóż, wszystkiego najlepszego. - i odszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz