Tego dnia nic nie zapowiadało nieszczęścia, które zburzy nasze dotychczasowe uczucia. Ranek był przepiękny, ptaki gorliwie uwijały się przed zimą, a słońce dawało ostatnie promienie lata. Dzień idealny na urodziny. Moje urodziny. Symboliczne pożegnanie wakacji, piasku i shortów, ponieważ ten dzień był również początkiem nowej szkoły. W te urodziny kończyłam 7 lat, więc rozpoczynałam podstawówkę.
Wszystkie dzieci dzielnie wędrowały dzierżąc pokaźną tytę ze słodyczami. Po krótkim apelu wszyscy poszli do klas by zawrzeć nowe znajomości. W klasie, gdy wszyscy się dowiedzieli o moim święcie, złożyli mi życzenia, a także zadeklarowali swoje przybycie na przyjęcie.
Niedługo później wyszłam przed szkołę i zobaczyłam mojego tatę czekającego na mnie przed samochodem. Po drodze przypomniałam sobie:
- Tato, możemy podjechać po brokat? -zapytałam słodkim głosikiem.
- Musimy? - odpowiedział pytaniem tata i pogłaskał mnie po głowie z uśmiechem. - No dobrze solenizantko, to twoje urodziny.
Gdy dojeżdżaliśmy do sklepu, zebrały się ciemne, ołowiane chmury. W ciągu 5 minut zaczął się ostatni ulewny letni deszcz.
To było kilka sekund. Pisk, szkło, drzewo, ciemność. Następne, co pamiętam to światło i wszechogarniającą biel. I mnie. Bladą, wręcz siną. Leżałam pod wyjątkowo nienaturalnym kątem, a obok mnie ktoś, kogo nie umiałam rozpoznać. Nagle coś zaczęło mnie ciągnąć w stronę "mnie". Próbowałam walczyć, nie chciałam tam wracać tu było tak przyjemnie. Ale ta decyzja nie należała do mnie. Coś cały czas plątało mnie, ograniczało ruchy. Ruchy? Przecież nie miałam ciała, nic nie czułam. Po chwili znowu zasnęłam.
Obudziłam się już w szpitalu. Przy moim łóżku siedział jakiś starszy pan.
- Kim pan jest? - zapytałam. Byłam bardzo zmęczona.
- Och, nic się nie przejmuj kochaniutka. Musisz odpoczywać.
- Gdzie jest tata?
Starszy pan bardzo spoważniał. Na jego twarz wstąpił ogromny smutek.
- Wiesz, miałaś wypadek i...
- Gdzie jest tata?! - teraz już krzyczałam, nawet wstałam z łóżka, ale zaraz dostałam ataku migreny, więc usiadłam. Staruszek znowu zabrał głos:
- ...i miałaś bardzo poważną operację. To cud, że przeżyłaś. A kim jestem? Nie znasz mnie, po prostu mam łóżko obok i jakoś tak martwiłem się o ciebie. Dosyć długo byłaś w śpiączce, wiesz? Dwa tygodnie i...
- Proszę wyjść. - moja mama mówiła spokojnym, ale stanowczym głosem. Właśnie weszła do pomieszczenia. Wyglądała na jeszcze bardziej zmęczoną niż ja. Oczy były pozbawione wyrazu, radości, podkrążone. Zgarbiona postać sprawiał wrażenie obciążonej. Zupełnie jej nie poznałam.
Starszy pan już miał wychodzić, gdy odwrócił się i szepnął mi do ucha:
- Jestem Thomas, jak byś była ciekawa. - puścił do mnie oczko, po czym bez słowa wyszedł.
Wszystkie dzieci dzielnie wędrowały dzierżąc pokaźną tytę ze słodyczami. Po krótkim apelu wszyscy poszli do klas by zawrzeć nowe znajomości. W klasie, gdy wszyscy się dowiedzieli o moim święcie, złożyli mi życzenia, a także zadeklarowali swoje przybycie na przyjęcie.
Niedługo później wyszłam przed szkołę i zobaczyłam mojego tatę czekającego na mnie przed samochodem. Po drodze przypomniałam sobie:
- Tato, możemy podjechać po brokat? -zapytałam słodkim głosikiem.
- Musimy? - odpowiedział pytaniem tata i pogłaskał mnie po głowie z uśmiechem. - No dobrze solenizantko, to twoje urodziny.
Gdy dojeżdżaliśmy do sklepu, zebrały się ciemne, ołowiane chmury. W ciągu 5 minut zaczął się ostatni ulewny letni deszcz.
To było kilka sekund. Pisk, szkło, drzewo, ciemność. Następne, co pamiętam to światło i wszechogarniającą biel. I mnie. Bladą, wręcz siną. Leżałam pod wyjątkowo nienaturalnym kątem, a obok mnie ktoś, kogo nie umiałam rozpoznać. Nagle coś zaczęło mnie ciągnąć w stronę "mnie". Próbowałam walczyć, nie chciałam tam wracać tu było tak przyjemnie. Ale ta decyzja nie należała do mnie. Coś cały czas plątało mnie, ograniczało ruchy. Ruchy? Przecież nie miałam ciała, nic nie czułam. Po chwili znowu zasnęłam.
Obudziłam się już w szpitalu. Przy moim łóżku siedział jakiś starszy pan.
- Kim pan jest? - zapytałam. Byłam bardzo zmęczona.
- Och, nic się nie przejmuj kochaniutka. Musisz odpoczywać.
- Gdzie jest tata?
Starszy pan bardzo spoważniał. Na jego twarz wstąpił ogromny smutek.
- Wiesz, miałaś wypadek i...
- Gdzie jest tata?! - teraz już krzyczałam, nawet wstałam z łóżka, ale zaraz dostałam ataku migreny, więc usiadłam. Staruszek znowu zabrał głos:
- ...i miałaś bardzo poważną operację. To cud, że przeżyłaś. A kim jestem? Nie znasz mnie, po prostu mam łóżko obok i jakoś tak martwiłem się o ciebie. Dosyć długo byłaś w śpiączce, wiesz? Dwa tygodnie i...
- Proszę wyjść. - moja mama mówiła spokojnym, ale stanowczym głosem. Właśnie weszła do pomieszczenia. Wyglądała na jeszcze bardziej zmęczoną niż ja. Oczy były pozbawione wyrazu, radości, podkrążone. Zgarbiona postać sprawiał wrażenie obciążonej. Zupełnie jej nie poznałam.
Starszy pan już miał wychodzić, gdy odwrócił się i szepnął mi do ucha:
- Jestem Thomas, jak byś była ciekawa. - puścił do mnie oczko, po czym bez słowa wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz