wtorek, 7 sierpnia 2012

Rozdział 3

 Moja mama podeszła do łóżka, usiadła na krześle obok. Siedziała tak bez słowa ponad 15 minut. Bałam się jej. Westchnęła jakby ten cały czas wstrzymywała powietrze i powiedziała tonem najeżonym jakimś uczuciem, którego nie umiałam rozpoznać:
- Wiesz już, co się stało. Teraz czas, żebyś poznała resztę faktów. Z powodu deszczu auto wpadło w poślizg i zeszło na pobocze, a tam rosną drzewa i...
- A tata? - zapytałam.
Mama sprawiała wrażenie jakby mówienie sprawiało jej coraz większe problemy. Teraz mówiła już przez zęby.
- ...i zdarzył się wypadek. Twój ojciec, a mój ukochany... zginął, tragicznie, w bólu, przez ciebie! - przeraziła się i zasłoniła usta dłonią. Wybiegła z pokoju szlochając, gdy wychodziła usłyszałam jak szepcze: "Przepraszam, cię Karol, ale gdyby nie ten wypadek..." Dalszej wypowiedzi nie usłyszałam, bo zagłuszyły ją zamykające się drzwi.
Leżałam i nie umiałam wykrzesać, żadnej myśli, słowa, obrazu. Ale mimo to wciąż odtwarzałam wypadek w pamięci, tak jakby podświadomie. Tak pamiętałam go - każdy dźwięk i dreszcz, który wstrząsną moim ciałem.
Do pokoju weszła wcześniejsza osoba - Thomas.
- Słyszałem, całą rozmowę. Jak się czujesz? - spytał.
Nie umiałam nic powiedzieć. Odwróciłam się tylko i zamknęłam w kokonie myśli. Nie potrafiłam uwierzyć.
 Mijały tygodnie, aż w końcu wyszłam ze szpitala. Zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z budynku. Nie sądzicie, że to dziwne - 7-letnia dziewczynka sama wychodzi ze szpitala?
Przed szpitalem stał samochód z którego wysiadł ten starszy pan. Skinął ręką, więc wsiadłam. Nie przyszło wam też do głowy, że mała dziewczynka wsiada do samochodu obcego faceta? Tak właśnie nie myślała moja mama.
- Teraz to pan mnie będzie woził? - zapytałam speszona.
- Tak. To gdzie jedziemy, proszę pani?
- Do domu.
Bezmyślnie patrzyłam się w mijane krajobrazy. Nie długo myliśmy już w domu.
- Ach, to wy. - powiedziała beznamiętnie mama, gdy nas zauważyła. - Musicie się wrócić potrzeba wrócić się do sklepu po zakupy. - i podała Thomasowi listę zakupów. - Alicjo, jedź z panem. - myślałam, że doda "...bo nie chcę cię widzieć".
Jechaliśmy mijając drzewa, gdy nagle zauważyłam to drzewo ledwo draśnięte. Wszystko wróciło, wszystko nagle zrozumiałam. Wszystko.
Zrozumiałam jakim uczuciem najeżona była wypowiedź mojej mamy w szpitalu - żalem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz